usługi

Często jest tak, że ludzie pracują w miejscach, w których pracować nie chcą. Kropka. Choćby ci nie wiem jaki doradca i życiowy coach powiedział, że twoje życie w twoich rękach, że jesteś kowalem własnego losu i że jesteś głupcem, kiedy robisz coś wbrew sobie, tak jest i już. Że się pracuje czasami, gdzie się nie chce. Że się pracy swojej nienawidzi, czasami jest. I nie każdemu tak łatwo jest rzucić wszystko w pizdu, wsłuchać się w głos serca i za nim iść, i być kobietą sukcesu. I w sumie spoko, bo gdyby tak było nie byłoby gdzie kawy popić w kawiarni i gdzie pojeść w restauracji. Nie byłoby usług, gdyby każdy mógł robić, co mu w duszy. Bo usługiwać nie lubi nikt. Bo się służy baranom i ignorantom. I trzeba z uśmiechem służyć, żeby baran nie napisał później w internecie bee.

Przychodzi więc jeden z drugim i wielcy królowie. Poproszę to i to, i gada przez telefon, śmiejąc się za głośno, ale przecież królowi wolno, i ja się go pytam, chce pan jeszcze to i to, na co on odkleja się od telefonu i mówi ‘słucham?’, więc ja jeszcze raz pytam, czy chce pan to i to, na co on przysuwa ucho do lady, do ust moich prawie, i robi ten grymas, który wszyscy robią, kiedy czegoś nie słyszą, jakby zewsząd buczały wiertarki i waliły młoty, więc otwiera gębę całą, wywalając górne zęby, nie wiem po co, albo – jest jeszcze druga wersja – przysuwa gębę zamkniętą, ale oczy na oścież, i tym gestem już bez pytania prosi bym powtórzyła, więc pytam trzeci raz, czy chce pan to i to, i pytam głośno, a głos mi drży i życzę temu panu najgorszych rzeczy na świecie, a on mówi, tak, chcę i wraca do telefonu, i dalej rży jak koń, a ja się pytam, a jeszcze to i to pan chce, czy pan nie chce, ja zaraz oszaleję, a dopiero zmianę zaczęłam, czemu musicie być wszyscy takimi pierdołami, a on się znowu nadstawia i mówi ‘przepraszam?’.

Następny przychodzi. Mówi poproszę to i tamto, ja mówię, po raz setny tego dnia, nie mamy tego i tamtego akurat, co widnieje dupny napis tuż nad głową pana, gdyby pan raczył głowę z dupy wyjąć, a  on mówi, czyli tego nie ma, tak? A jego dziewczyna czy żona mówi, ja też poproszę to i tamto, i od razu buźka w telefon, mi ręce opadają, nie odzywam się, stoję przed nimi milcząca i sroga, i patrzę im w oczy i nie odpuszczam, a oni patrzą na mnie i po sobie, że o co chodzi, co to za obsługa, co to za lokal, halo, a nagle reflektują się, że są głupi jak buty i starają się wybrnąć żartem, że o kurde, sorry.

I kolejny leci, i zastanawia się i zastanawia, i mówi niby do mnie, niby do siebie, na co miałbym ochotę, hm, hm, hm, i ciumka, i cały zamienia się w teatr jednego aktora, naprzeciw jednego widza, którym ja, całkiem zła, bo tysiąc pięćset rzeczy na kuchni mam, a ten se tu na wargach palcem gra, tra la la. W końcu mówi, dobra wezmę to, ale proszę mi najpierw powiedzieć, czy wasze ostre papryczki są naprawdę takie ostre. Tak, są. A czy nie byłoby możliwości bym najpierw popróbował, wtedy zadecydował. I teraz wszystkie oczy na niego, ale zuch, na sali bezruch, jedna papryczka i mlaskający znawca, co głową obraca w geście degustatorskim, i wszystkie mięśnie twarzy uruchomił, i zaraz wyda werdykt i będzie, że wcale nie takie ostre te papryczki wasze, i pewnie czekał na brawa, czerwony jak kokot, i było to jego pięć minut pewnie, i pewnie leciał do żony i mówił, ale dzisiaj odstawiłem, nie uwierzysz, bohaterem byłem.

A zaraz babol jakiś z dzieciarnią, dzieci się drą, ona się drze, ja stoję, co chcesz, mówi do jednego, szarpie je na całego, co chcesz, powtarza, te ryczą, jeden przez drugiego, coś małego, złota pani, coś małego. I stary przychodzi, głowa rodziny i do mnie z mordą, że co to jest, ile to kosztuje, nie dam, ale już zrobione, nie dam, powiedziałem, to ja, że spoko, nie to nie, zaraz zwariuję, on że dobra dam, zaraz ochujam, całe dnie tak mam.

A później przychodzi manager, że słuchajcie ludziska, była kontrola, jest raport, jest trochę brudu w kątkach półek, jakiś zaciek na szybie, to niedopuszczalne, tak być nie może, musimy być jeszcze bardziej i bardziej, musimy całkowicie się poświęcić dla dobra firmy, musimy tryskać szczęściem i radością, radością zarażać, do klientów krzyczeć entuzjastycznie, zaczepiać ich, dopytywać, więź nawiązywać, więź jest ważna, uwięziony klient nie odejdzie. Do tego od dziś każdego nagabujemy, by wszedł na naszą stronę i zostawił tam krótki koment, jak mu u nas było. Damy mu za to ciastko zupełnie darmo, czy to nie wspaniale? Tak ktoś cudnie wymyślił, ciastko za koment, fachowiec z dyplomem.

Nikomu tych ciastek nie wciskam, by było, że a jakaś ta pani, sam nie wiem, chciałem zażartować, ona do żartów nieskora, do bałamuctw, strasznie ta obsługa teraz na łeb, na szyję leci, a przecież klient wasz pan. Choćby i głupi był – pan. No tak czy nie?