luksus

Pierwsze, co cię na rozmowie o pracę pytają, to czym się interesujesz, czy jakiś sport, majsterkowanie, może sztuka? Słyszałam o rozmowach, co się odbyły w basenach, albo że całą godzinę było o muzyce, był w tym dźwięczny śmiech, praca miała być biurowa. Drugie, co cię pytają, to kiedy zaczniesz.

Przyłazisz do takiej pracy, jaka by nie była*, dają ci kogoś, kto ma pomoc nieść, on ci spieszy z kawą już, nie spieszy z wyjaśnieniami, mówi ospale, tutaj robimy to, pokazuje cały kwadrans jakąś łatwiznę, mówi, spróbuj sam, ty próbujesz, on na to, bardzo fajnie, umiesz już, brawo, a teraz chodź na przerwę, bo śniadanie, kawa. Oko ci lata po bufecie, wszyscy siedzą, jedzą, nie martwi się nikt poza tobą. Po przerwie wracasz na stanowisko, wokół mało kto, myślisz to jest jakiś test, oni mnie obserwują, więc do tego, co ci pokazano podchodzisz i robisz popeszony. Naraz wraca ten trener, mówi, czyś ty zdurniał, co tak zasuwasz, zaraz wszystko porobisz, będziemy stać. Popij se kawy, na pauzę idź. Od tej kawy cały chodzisz, oni cię co rusz sadzają. Zaraz przerwa na obiad, później przerwa na ciacho, dalej komplement, żeś się spisał świetnie, żebyś jutro wrócił, bo teraz to fajrant i wszyscy do domów. Myślisz, cyrk.

W mig dowiesz się, że źle widziane jest pracować za szybko. Pracować za dwóch nie przystoi. Rywalizacja wyparta jest przez trzymanie kciuków, konkurencja to trend znany za oceanem. Dobrze widziane jest tu picie kawy, stanie, dumanie, zrelaksowanie. Z prac się tu nie zwalnia (o zwolnienie trzeba prosić). Choćby robić nie było co, w trzech będziecie stać bezczynnie, nie ma powodów, by kogoś odsyłać do domu, każdy pracownik ma wspaniały charakter.

Tak rok popracujesz i możesz iść na zasiłek. Dwa i pół roku. Kiedyś cztery lata można było siedzieć, później trzy lata, teraz skrócili, świnie. Na zasiłku mały raj. Pieniążki sobie lecą, nóżka sobie dynda. Są tacy, co oszukują system i idą do pracy na czarno, na budowę idą, ich kieszenie pełne są islandzkich koron. Tacy to pożyją. Niestety w to błogie życie na kuroniówce wkradła się kapka urzędowej troski o psychofizyczną higienę osoby bezrobotnej. Islandzkie społeczeństwo nie wyklucza obywateli bez pracy, wszak swego czasu zrobili oni coś dla państwa. Organizuje im więc szereg rozrywek, zaprasza na kursy językowe, przygarnia do szkół, dokształca, dopieszcza, doubiera, dokarmia. Mówię niestety, gdyż to dopieszczanie dzieje się zwykle w godzinach pracy na boku, jest obowiązkowe i trzeba się dodatkowo nakombinować, naprosić, by tego dopieszczania nie paść ofiarą. Są też inne przeszkody. Otóż raz na czas taki urząd zasugeruje pójście na rozmowę gdzieś. Pójść trzeba. I zrobić trzeba wszystko, by roboty – jaka by nie była – nie dostać. Trzeba więc pracodawcy powiedzieć wprost, że pracować można, tak, ale szczerze trzeba uprzedzić, że do pracy to się lubi przyjść podpitym, lubi się popić w pracy, ogólnie jest się raczej mało bystrym, z lepką rączką, leniuchem i śpiochem się jest, ma się w sobie dużo agresji, nie ma się nad nią kontroli, trzeba tak nagadać, by roboty nie dostać i dalej dyndać nogą.

Można sobie zasiłeczek przenieść do innego kraju. Na trzy miesiące, że się niby tam w tym innym pracy szuka. Krąży tu legenda o panu, co wrócił do Polski, żył jak król, jak król chodził po obejściu, pieniądze miał – nie dziwne – wrócił wszak z odległych krajów, pełnych bogactwa i luksusu. Aż mu pewien znany supermarket nie zaproponował pracy za osiem stówek. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Nieznany jest dalszy los rodaka, historia jego jest jednak przestrogą dla każdego kto chce dobrowolnie opuścić raj.

W urzędzie pracy ścisk, że chwila moment jeden drugiego będzie na barana musiał. Teraz szczególnie ten ścisk, kiedy poszła informacja, że zasiłek co można go było trzy lata ciągnąć, można ciągnąć pół roku krócej i ci, co im zostało jeszcze sześć miechów nagle mają iść do pracy, skończyła się laba. To jest nie do przyjęcia, awanturują się pokrzywdzeni. Jak człowiek ma żyć, pytają jeden drugiego. Obrotowe drzwi kręcą się jak karuzela, w holu ciągle pojawiają się nowe twarze, czerwone ze złości i przerażenia, inne czerwone twarze rozpoznają je w lot i krzyczą nad głowami pozostałych: Co, zabrali? Zabrali! – odpowiadają tamci chórem.

* czyt. jaka by nie była poza pracami na kuchni. Praca na kuchni w każdym miejscu na ziemi to piekło i kara.

Advertisements